|
"Jesteście przyjaciółmi - powiedział Pan - jeżeli czynicie, co przykazałem Wam!" - brzmiały na lednickich polach tysiące radosnych głosów. To już po raz dwunasty młodzi przybyli, by w miejscu pamiętającym chrzest Polski dać świadectwo swojej wiary. Na spotkaniu nie zabrakło także przedstawicieli naszej Parafii. Prawie pięćdziesięcioosobowa grupa wraz ze wspaniałymi opiekunami: ks. Wojciechem oraz kl. Adrianem zgromadziła się na placu kościelnym w piątek o 23:45, by wyruszyć w pierwszych minutach sobotniej doby.
Droga była długa i mimo tego, że Ksiądz prośbami i groźbami zachęcał nas do snu, my, ciekawi wrażeń i cieszący się sobą nawzajem, nie od razu przystaliśmy na jego pomysł. ;) Dotarliśmy do Imiołki po 6:00 i zabrawszy bagaże, pognaliśmy w kierunku "karpia". Do sektorów wpuszczali dopiero od 8:00, więc musieliśmy dłuższą chwilę biwakować na plecakach. Kiedy dochodziła "sądna godzina", szybko się zebraliśmy i po kilkudziesięciu sekundach zwartą grupą popędziliśmy na pola, by zająć jak najlepsze miejsca.
Myślę, że misja się powiodła, gdyż wylądowaliśmy na samym początku sektora C, czyli całkiem blisko. :) Pełni entuzjazmu słuchaliśmy powitań o. Góry i od pierwszych chwil włączyliśmy się w próby tańców, śpiewając przy tym pełną piersią (w pewnym momencie niechcący weszliśmy przez to w konflikt z porządkowymi, jednak jestem przekonana o braku winy z naszej strony ;)).
Już rankiem żar niemiłosiernie lał się z nieba. A my, znajdując się na olbrzymim, nasłonecznionym placu, gdzie nie było ani skrawka cienia, chowaliśmy się pod parasolami i kocami termicznymi, wlewając w siebie kolejne litry płynów, co chwilę nawilżając skórę oraz goniąc strażaków, którzy polewali nas wodą. To tylko brzmi tak strasznie, bo humor ciągle nam dopisywał. :)
Muszę zaznaczyć, że przez cały czas liczni kapłani obecni w każdym zakątku udzielali sakramentu pojednania z Bogiem i bliźnimi, koniecznego do otwarcia się na Bożą łaskę. Spotkanie rozpoczęło się Koronką o 15:00, jednak oficjalnie zostaliśmy przywitani o godzinie 17:00. Zaraz po tym Drogą Trzeciego Tysiąclecia ruszyła piękna procesja, jak również wniesione zostały relikwie Świętych: Jacka i Wojciecha.
Na 18:00 przewidziane było Nabożeństwo Prawdziwego Oblicza. Pod tą tajemniczą nazwą kryje się kolejny uroczysty przemarsz, tym razem podzielony na stacje i wzbogacony rozważaniami, gdzie niesiono dwie olbrzymie maski. O własnoręczne wykonanie i przywiezienie masek zostali poproszeni wszyscy uczestnicy i w tym też momencie zakryli sobie nimi twarze. Miało to nam uświadomić, że wielu ludzi przez cały czas żyje w "masce".
Modliliśmy się za nich, a zaraz potem nastąpił wybór Chrystusa, kiedy to pozbyliśmy się kamuflaży (także tych niewidzialnych) i słowami uroczystej przysięgi uznaliśmy Jezusa za naszego Króla i Pana, a swoje prawdziwe "oblicza" odbiliśmy na płótnach, które później wzniosły się balonem.
Po takim zobowiązaniu nie mogło nastąpić nic innego jak tylko najbliższe z możliwych spotkanie z żywym Bogiem, a więc Eucharystia. Mimo trudnych warunków staraliśmy się przeżyć Ją jak najpiękniej. Ksiądz Wojciech opuścił nas na kilkanaście minut przed Jej rozpoczęciem, gdyż podążył razem z innymi kapłanami, by ustawić się w bardzo długim orszaku koncelebrujących.
Zbawiciel tego dnia wstąpił do licznych młodych serc, by - jak pochodnia przy każdym z komunikujących - oświecić ciemności oraz rozpalić je Miłością. Później doświadczyliśmy duchowej obecności Sługi Bożego Jana Pawła II, dziękując za jego nieustanną opiekę nad lednickim dziełem, a nawet machając mu. ;) Po 22:00 usłyszeliśmy przesłanie Ojca Świętego Benedykta XVI, który na koniec udzielił nam papieskiego błogosławieństwa.
Po tym przyszedł czas na (zbyt) krótką adorację Pana Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie. Całe spotkanie wypełnione było śpiewem i tańcem ("tańcem chwalmy Go!"). Także i w tym momencie przyszedł na to czas - dobraliśmy się w pary i śmialiśmy się, robiąc "łapki" i "łokietki" podczas śpiewania tegorocznego hymnu. Zmęczeni zaczęliśmy się pakować, żeby jak najszybciej przejść przez Bramę Trzeciego Tysiąclecia (czyli wspomnianego "karpia") i zaraz po tym wyruszyć na parking.
Niestety nasze oczekiwania nie pokryły się z rzeczywistością, gdyż przez rybę przekroczyliśmy dopiero po półtoragodzinnej walce z napierającym tłumem, która w końcowej fazie i tak była bezskuteczna. Wyczerpani prawie biegliśmy w stronę autobusu, gdyż chcieliśmy jak najszybciej zasnąć (cały dzień hulanek w upale oraz kończący je bój o przetrwanie w kolejce z ciężkim bagażem na plecach dawał się we znaki). W drodze powrotnej nikogo nie trzeba było zachęcać do ciszy. Mam nadzieję, że wyjazd przyniesie owoce objawiające się w - może nie zawsze tak radosnej - codzienności.
Trudno opisać każdą chwilę z osobna, ponieważ przez siedem godzin trwania spotkania zbyt wiele się działo, dlatego najlepiej przyjechać samemu i uczestniczyć w spotkaniu już za rok 6.06.2009, na które o. Jan Góra serdecznie zaprasza.
|